Muszę bo się uduszę

 

Przyszedł czas na podsumowanie

Na mojej stronie znajdziecie wpisy które powstawały w trakcie mojej drogi do siebie, w trakcie mojej terapii.

Na mojej stronie znajdziecie wpisy, które są pełne złości, smutku, żalu i wielu innych emocji które buzowały we mnie przez lata.

Teraz nie ma ich już w moim życiu. Nie ma ich już w takiej ilości. Nie ma ich już w takiej formie.

Chciałam powiedzieć, że według mnie na tym powinna polegać terapia, na tym aby uwolnić to wszystko co tak mocno determinowało moje życie, na tym aby uleczyć to w sobie.

Pisałam już o tym jak to jest z prawdą ?

Każdy ma swoją. Jak stoimy tutaj w kilka osób, tak każdy daną sytuację odbierze w całkiem inny sposób, będzie na nią patrzył przez swój pryzmat, przez swoje doświadczenia, przez swoje rany.

Każdy ma swoją prawdę, i każda z nich jest okej. Jak dla mnie nie ma jednej uniwersalnej prawdy.

Pracuje czasami z osobami spokrewnionymi bliżej lub dalej, z parami ( z każdym z osobna) i widzę jak każda osoba jest indywidualna, jak każdy inaczej odbiera sytuację, zdarzenia, ludzi, rodziców. Niby jeden dom, te same przeżycia a całkiem inny odbiór.

Chciałam Wam powiedzieć, że wszystko co tu napisałam jest moją prawdą. To nie znaczy, że to co napisałam, mija się z prawdą, że to wymyśliłam, to nie tak. To są wydarzenia widziane moimi oczami, odbierane prze zemnie, przyjmowane przez lata do mojego bardzo wrażliwego serca.

I na przykład. Dla mnie często nawet żarty były bardzo bolesne,  mocno je przeżywałam i odbierałam jako prawdę o sobie, od razu się broniłam. Dla mnie odrzuceniem było już krzywe spojrzenie.

I to że dajmy na to rodzic nie miał złych intencji nie znaczy, że krzywda dziecku się nie stała. I nie chodzi tu o to aby teraz linczować rodziców ale uzdrowić to w sobie. Jak najbardziej oddanie krzywdy jest bardzo potrzebne i bazuje na tym wile metod terapii, min radykalne wybaczanie. Przykładów można mnożyć. Rodzice którzy się kłócą, nie chcą krzywdzić dziecka, ale są zajęci sobą i swoimi wojnami a dziecko na tym cierpi, przeżywa swój dramat i dodatkowo często nie ma żadnego wsparcia bo przecież rodzice są pochłonięci sobą.

I co chce przez to powiedzieć ? I dlaczego ?

Mam poczucie, że rodzina i znajomi, którzy czytają mojego bloga mogą to wszystko źle interpretować.  Postanowiłam więc doprecyzować aby nie było już wątpliwości.

Określenie „trauma seksualna” które pojawiło się w jednym z wpisów zanim jeszcze zdecydowałam się opisać mój gwałt, spotkało się z opinią, że byłam gwałcona w domu i dotarło to do moich bliskich. I choć nie odpowiadam za indywidualną interpretację tego co pisze, to jest mi przykro, że bliska mi osoba została oskarżona o tak okropne posunięcie.  A więc powiem w prost, nie spotkały mnie żadne nadużycia na tle seksualnym w domu. Zostałam zgwałcona na wyjeździe przez kolegę.

Alkohol w moim domu był to fakt, alkoholikiem jest dziadek który z nami mieszkał i to w związku z dziadkiem trafiłam na terapię DDA.

Mieszkałam w domu jak to można określić wielopokoleniowym. Mieszkaliśmy z dziadkami i rodzeństwem mamy, choć każda z rodzin prowadziła osobne gospodarstwo domowe, to również oni mieli wpływ na moje dzieciństwo. Np. Ciocia która nie pozwalała mi wchodzić (ciekawemu dziecku) do swojego pokoju a jej córka jeśli już mnie wpuściła to nie pozwalała niczego dotykać, i wujek który tresował wzrokiem, którego potwornie się bałam i wiele, wiele innych sytuacji które miały na mnie duży wpływ. Jednym z nich jest np. samobójstwo mojej babci z którą byłam bardzo blisko związana.

Moje rany powstawały latami, i tu nie do końca jest tak, że wszystkie były czyjąś winą. Pisałam o moim wczesnym dzieciństwie i o tym że nie byłam karmiona piersią i to prawda. Jednak było tak na wskutek tego, że miałam potworne kolki, a bliscy chcieli pomóc tak jak umieli, nikt mnie nie „głodził” bo mu się nie chciało mnie nakarmić, po prostu babcia starej szkoły kazała karmić co trzy godziny, później przekonała mamę, że jej mleko jest niewartościowe – ojj jakie to było popularne w tamtych czasach. Nie było tam złych intencji, każdy robił co mógł, żeby ukoić ten płacz. Jednak co zapisało się w małym dziecku? Co taki maluszek mógł pomyśleć o sobie? Co odbierał jeszcze ? – zmęczenie – może złość – bezradność.

I chciałam tu też pokazać, że z Wewnętrznym dzieckiem mogą również pracować ludzie którzy pochodzą z dobrych ciepłych domów, tak naprawdę każdy. Bo który człowiek nie popełnia błędów, każdemu nawet najlepszemu rodzicowi zdarza się coś spieprzyć. Mi też się zdarza spieprzyć to i owo w moim macierzyństwie i to nie raz.

Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.

Jeśli ktoś obraca się w temacie to już za pewne wie, że często intencję rodziców nie mają nic wspólnego z tym co my odbieramy. Dobrze wie też, że jeśli nie czuliśmy się kochani w dzieciństwie to nie znaczy, że kochani nie byliśmy. Najczęściej rodzice kochać bezwarunkowo nie potrafili. Oczywiście są od tego wyjątki. Jednak większość rodziców kocha swoje dzieci i nie chce dla nich źle, reagują przez swoje własne doświadczenia, przez swoje własne krzywdy, sami nie byli kochani i najzwyczajniej w świecie nie wiedzieli jak to się robi. Jak wszyscy dobrze wiemy jesteśmy potomkami ludzi którzy walczyli na wojnach, zabijali, patrzyli na śmierć, przeżywali głód, biedę, tracili całe majątki, tracili rodziny. Tego żniwo zbieramy my. Bo nasi przodkowie nie chodzili na terapię nie mieli możliwości poradzić sobie z tymi traumami a one przechodziły tak z pokolenia na pokolenie a teraz dotykają także nas.

Spotykam się niestety, też z takimi sytuacjami, że matki nie potrafią przyjąć córek do swojego serca i specjalne względy mają synowie, matki które są tak zajęte swoimi problemami, że nie widzą swoich dzieci, matki które są nadopiekuńcze, kontrolujące itd. – i czy one chcą źle ? Nie, one są ślepe. Matki które szukają miłości, które są nieżywe w środku, które są nie czułe a czasami wręcz okrutne dla swoich dzieci. Czy zapytane o to, odpowiedziałyby – tak chciałam skrzywdzić swoje dziecko? Pewnie, nie. Są matki które piły całą ciążę ale są również matki które tak bardzo bały się o swoją ciążę, że żyły w ciągłym lęku i to też ma ogromny wpływ na takiego maluszka. Ile ludzi na świecie tyle przykładów.

Nie czas teraz na ocenę kto jakim jest człowiekiem i do czego w życiu się posunął. Na prawdę słyszałam już wiele okropnych historii ale dla mnie te bardzo drastyczne jak i te z pozoru nieszkodliwe mogą wyrządzić nam krzywdę. I mówię tu o ogromnej potrzebie miłości, takiej, że jesteśmy w stanie zadowolić się „resztkami ze stołu”, mówię tu o tkwieniu w pozycji ofiary, mówię tu o lękach które paraliżują nas w życiu, mówię tu o cieniu który powraca, mówię tu także o szantażu emocjonalnym którym się posługujemy na codzień, mówię o toksycznym wstydzie który nie pozwala żyć w szczęściu i obfitości. Jest tego wiele naprawdę. I nie chodzi tu naprawdę o tych rodziców i innych bliskich bądź dalszych, tu chodzi o nas !!! Żeby się wyrwać z pod tego jarzma, żeby żyć w miłości.

I w swojej ogromnej empatii powiem, tu nie chodzi o to aby obwiniać kogoś o nasz dotychczasowe życie. Tak, trzeba zobaczyć co zostało nam zrobione. Tak, trzeba zobaczyć kto nam to robił. Tak trzeba dotrzeć do tego skąd w naszym życiu ciągłe braki, lęki i bóle. Tak trzeba to uwolnić. Uwolnić czyli poczuć jeszcze raz, ostatni raz, poczuć i puścić. Zmienić to, zaopiekować się sobą w trudnej sytuacji, czasami zrobić to czego dziecko zrobić nie mogło, stanąć w swojej obronie. I nie, nie trzymać się tego, nie obwiniać za swoje życie innych. Wziąć tą odpowiedzialność w swoje ręce i zacząć zmieniać swoje życie, zmieniać oprogramowanie, uwalniać się od programów które rządzą naszym życiem.

Nie umiałam przyjąć mojej matki do serca. Po prostu nie potrafiłam tego zrobić. Mimo, że serce wiedziało, że ona kocha to głowa podpowiadała coś całkiem innego. Chodziłam na terapie i każdy mówił to samo, masz problem z mamą. Ja to wiedziałam ale nie umiałam tego rozgryźć. Moja mama jest jaka jest, często się z nią nie zgadzam, mam całkiem inne spojrzenie na życie niż ona, denerwuje mnie a czasami sprawia przykrość i wiecie co?  Bardzo ją kocham. I wiecie co jeszcze – jest jak każda mama, myślę, że każda mama czasami denerwuje, że często nie zgadzamy się ze swoimi matkami bo jesteśmy po prostu inni. Matka jak każdy człowiek. Wywołuje pewne emocję i to odemnie zależy co ja z tym zrobię. Ja nie mogę zmienić mojej mamy – chociaż próbowałam to robić przez lata. Chciałam, żeby kochała mnie tak jak ja tego chciałam, żeby akceptowała mnie na moich warunkach, żeby była inna, żeby była taka jaką ja ją chciałam widzieć. Nie miałam o tym pojęcia. Dopiero w momencie kiedy wyrzuciłam z siebie to wszystko co tak mocno mnie blokowało, zrobiła się przestrzeń, żeby to dostrzec Dopiero kiedy dowiedziałam się kim jestem , a ja jestem dorosła to poczułam – przyjmuję Cie mamo taką jaką jesteś – to odemnie zależy jak będę odbierała Twoje słowa i gesty, co z tym dalej zrobię .

Nie napisze tu laurki dla mojej mamy, bo dla mnie te laurki to ściema, nie wierzę w to, że są matki idealne, matki które zawsze akceptują, które zawsze wspierają itd. Nie ma nawet takich ludzi. Ludzie są ludźmi i zachowują się czasami beznadziejnie. Każdy z nas czasami zachowuje się beznadziejnie. Ale moja mama zawsze za mną stanie kiedy sytuacja tego wymaga, mój tata pójdzie za mną w ogień i dopiero teraz po latach terapii udało mi się to zobaczyć. Kiedy już uwolniłam się od tego co bolało mogę dostrzegać te dobre chwilę. I tak dalej czasami ich słowa ranią, ale ja już ich nie przyjmuję, biorę tylko to co dobre, i to właśnie chce dawać.

Są przy mnie ludzie którzy nie mogą nawet i tego powiedzieć o swoich rodzicach i zawsze bardzo to przeżywam, nie potrafię pojąć jak można tak źle traktować drugiego człowieka a co dopiero własne dziecko. I wiem, że to też można przeobrazić w miłość w sobie, cień zamienić w światło, że można takich rodziców przyjąć (co nie znaczy wybaczyć, czy przyjąć fizycznie do siebie, czy nawet kochać), zrozumieć ich historię i zaakceptować to co się stało, odpuścić sobie.

I nie, nie mówię tu teraz, że natychmiast trzeba usprawiedliwiać swoich rodziców.  Mówię, że przychodzi taki czas, że dzieje się to naturalnie. Kiedy człowiek pokocha siebie, zobaczy co zostało mu zrobione, pozwoli sobie na swoją prawdę i uwolni te emocję to dzieje się to samoistnie.

I tak sobie myślę o tych ludziach którzy tak łatwo oceniają, którzy rzucają osądami jak z rękawa. Ja też taka byłam. – Jezu co za matka – Jak on tak może – To zły człowiek – Kawał chuja itd. Nadal czasami mi się zdarzy bo komu się nie zdarza. Ale kiedy przestajemy oceniać siebie to nie oceniamy też innych w moim mniemaniu.

Nie miałam idealnego domu, idealnego dzieciństwa, idealnych rodziców. Pamiętajcie, że nie ma ludzi idealnych. Dużo przeszłam w swoim krótkim jeszcze życiu. Ale jestem po stokroć wdzięczna moim rodzicom, że jestem. Jestem wdzięczna, że dzięki temu czego doświadczyłam jestem w tym miejscu w którym jestem. Dzięki temu czego doświadczyłam i przyjęłam do serca, mam tak ogromną przestrzeń dla bliskich, dla córki, dla ludzi z którymi pracuje.

Zawsze bulwersowały mnie słowa, że dzieci z dysfunkcyjnych domów, zyskują ta wiele talentów umiejętności, np. radzenia sobie w stresujących sytuacjach co pomagało w pracy itp. Że często tacy ludzie osiągają sukcesy itd. I owszem zgadzam się z tym ale zdecydowanie nie mogłam się zgodzić z twierdzeniem, że mamy być tym rodzicom wdzięczni. Przychodziło wiele argumentów, bo jak można być wdzięcznym, za biedę, za głód, za przemoc, za wykorzystywania seksualne itd. Jak ja mam powiedzieć komuś kto był torturowany przez ojca albo molestowany przez brata, że ma być za to wdzięczny.

Jak ?

No po prostu, nie mówię. To, że ja przeszłam tą drogę to moje i nie mam prawa narzucać tego nikomu innemu, mogę pokazać drogę, mogę pokazać perspektywę ale nie powiem nikomu wybacz.

Jakby ktoś w tamtym roku powiedział mi, żeby iść dalej musisz wybaczyć swojemu gwałcicielowi, zabiłabym go śmiechem a później pewnie mocno bym się zbulwersowała. Nikt mi tego nie mówił, ja sama poczułam w pewnym momencie, że chce się od tego uwolnić, puścić to i tak tez zrobiłam, wybaczyłam mu w sercu i jestem wolna. To nie znaczy, że to nie boli jak sobie o tym przypominam, ale teraz już nie muszę sobie o tym przypominać już nic mnie przy tym nie trzyma.

Dlatego, nie powiem Ci, bądź wdzięczny, kochaj, wybacz. Powiem jednak, zacznij od siebie, odpuść sobie i weź życie w swoje ręce. A wszystkim tym którzy tak barwnie wypowiadają się o mnie w kontekście tego co piszę, powiem, postawcie się w butach tamtego dziecka, małej Karolinki, czy nastoletniej Karoliny. Nie oceniajcie mnie, ani mojej rodziny. Zobaczcie co to w was porusza i dlaczego <3

W miłości do siebie, życzę wam światła i miłości w swoim życiu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *