I tylko nie ma miłości

Gdy jestem przy tobie, znowu patrzę ci w oczy,
to nie wiem jak to będzie i co.
Bo widzisz, kochanie, miłość poszła na wygnanie,
choć mówią, że to wcale nie to.

Tak śpiewa Organek, a mi te słowa dzisiaj wybrzmiały w głowie i przypomniały o początkach mojej drogi.

I tylko nie ma miłości.

oddajcie ją!
oddajcie miłość i wiarę w nią

Moje pierwsze spotkania z Wewnętrznym Dzieckiem nie były proste. Mała Karolinka najpierw wcale nie chciała mi się pokazywać stała tyłem, była jakby przezroczysta. Kiedy już zdecydowała mi się pokazać wyglądała jak dziewczynka z filmu Ring. Krzyczała, płakała, wyła przeraźliwie jak zranione zwierzę.

Nie wiedziałam wtedy za dużo o tej metodzie pracy ale wiedziałam jedno, tam nie było grama miłości.

Kiedy teraz to piszę to łzy same płyną mi po policzkach. Na myśl o tym, że ona kiedyś tak cierpiała, że ja tak cierpiałam w środku, aż skręca mnie w żołądku.

Karolinka bardzo bała się życia, była przerażona, nie ufała nikomu, nie ufała sobie. Nie zasługiwała na nic dobrego, potępiała samą siebie i czekała na potępienie z zewnątrz. Ona nawet już nie wierzyła w lepsze jutro.

A ja byłam zamknięta w różowej mydlanej bańce i wychodziłam tylko kiedy byłam sama. Wtedy pluskałam się w bagnie, tkwiłam w nim po uszy. Na zewnątrz miła, radosna dziewczyna, w środku zgniłe jabłko. Tak się czułam. Nie raz zastanawiałam się kiedy ludzie wokół dostrzegą jaka jestem zła.

Chciałam być dobra, chciałam wierzyć, że ze mną wszystko jest w porządku, lecz serce było zamrożone na amen.

Patrząc wstecz nie mogę patrzeć jak błagałam o resztki ze stołu, o strzępy miłości i akceptacji. To było jak narkotyk. Byłam jak pies ze schroniska, głodna miłości i wdzięczna ale gdy tylko ktoś podniósł głos, rozpadałam się na kawałki.

I jak ja mogę dać sobie miłość, myślałam, to jest nie możliwe.

Przychodziłam jednak do tej małej Karolinki, a czym ja jej więcej słów miłości dawałam, tym ona bardziej  była wściekła.

Przychodziłam nadal, znosiłam coraz większą agresję z jej strony. Zaczęło mnie to  jednak już trochę drażnić. Pomyślałam – nie mogę jej zostawić, nie jestem w stanie tak odejść, ona cierpi, muszę jej pomóc.

Wtedy własnie poczułam moc procesowania.

Poprosiłam Karolinkę, żeby pokazała mi coś co ją bardzo boli. Skąd bierze się to poczucie w Tobie, pytałam.

Pokazała mi historię, którą bardzo dobrze znałam.

I tak oglądam. Mała Karolinka w „zerówce”. Śliczna dziewczynka, bardzo, bardzo wrażliwa, życzliwa i kochająca. Bawi się jakąś zabawką – jej ulubioną. Podchodzi do niej kolega, zabiera zabawkę i mówi – jak chcesz, żebym Ci ją oddał to musisz zniszczyć ten zamek który buduje z klocków „Zosia”. Karolinka na początku protestuje – wie, że tak się nie zachowują grzeczne dziewczynki – chłopiec jednak nalega, namawia. Karolinka  z całej bezsilności podchodzi do koleżanki i burzy jej zamek. Rozlega się płacz, chłopiec ucieka, a na miejsce przychodzi Pani nauczycielka.

Karolinka trafia na ławkę, Pani zaczyna z nią rozmawiać. Karolinkę trawi ogromne poczucie winy i wstyd. Pani podjudza jeszcze ogień. – Jak mogłaś się tak zachować, myślałam że jesteś grzeczną dziewczynką. – Musisz tu teraz posiedzieć za karę, jeśli nie umiesz się bawić z innymi dziećmi.

Pani z „zerówki” była cudowną kobietą ale niestety tylko człowiekiem, nie zobaczyła tego co ja widzę teraz.

Karolina płakała tak bardzo, a ja czułam jej ból, słyszałam jak w głowie powtarzała sobie, jestem zła, jestem zła, co ja narobiłam, jestem zła, Pani X już mnie nie lubi, jestem zła.

Teraz już wiem, że nie była to kluczowa sytuacja, że to nie zaczęło się tam a dużo wcześniej. Jednak to był wspaniały początek procesowania emocji w moim wykonaniu.

Podeszłam do małej Karolinki powiedziałam, że wiem jak się czuje, bardzo dobrze wiem, bo ja też to przeżyłam, że czuje to całą sobą. Powiedziałam, że to nie jej wina, że fakt dała się podpuścić koledze ale to nie znaczy, że jest zła. To nie prawda, że Pani X już jej nie lubi, że każdy człowiek popełnia błędy i że bardzo mocno ją kocham, jest dla mnie bardzo ważna.

Uwierzyła.

Pierwszy raz uwierzyła w moje słowa.

Ojj jak bardzo to było oczyszczające. Poczułam wtedy, że to jest to. Procesowałyśmy tak setki sytuacji z jej, życia a ja dawałam jej wsparcie i miłość tam gdzie ona tego nie dostała. Dawałam jej wszystko czego potrzebowała.

Miłość powolutku wracała. Nie byłam w stenie tego poczuć głową. Musiałam to zobaczyć. Zaczęłam od procesowania sytuacji które miałam uświadomione, i wierzcie lub nie, nie spodziewałam się, że mogły one być tak krzywdzące, dopiero kiedy to zobaczyłam, poczułam w ciele.

Ta miłość nie wróciła po jednym czy dwóch procesach. Ta miłość nie wróciła sama. Ja tą miłość, którą już poczułam w procesach musiałam zacząć wprowadzać do swojego życia.

Bo nic z tego by nie wyszło gdybym dalej trzymała się krzywdy. Nic z tego by nie wyszło gdybym nie rozprawiła się z rolą ofiary w której zresztą było mi wygodnie, przecież była tak dobrze znana.

Skąd brać tą miłość ?

My jesteśmy miłością ! Zobaczcie na takiego malutkiego noworodka, to jest cud, sama miłość i światło. Trzeba sobie tylko pozwolić to w sobie zobaczyć. Każdy ma miłość w sobie, często jest ona przykryta tonami śmieci. Te śmieci musimy posprzątać. Zaakceptować wszystko co w nas. Wtedy własnie robi się piękna przestrzeń na miłość <3

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *