Kocham siebie zawsze – trauma seksualna

Kocham siebie zawszę.

Te słowa są ze mną od niedawna.  Usłyszałam je kiedyś u Eweliny Stepnickiej. Wtedy były dla mnie totalną abstrakcją. Jak ja mogę kochać siebie zawszę jak nie kocham siebie nigdy.

Jakiś czas temu wróciło i zostało już ze mną na dobre bo jest tak moje.

W pracy z klientami zawsze po sesji proszę aby byli dla siebie dobrzy, żeby zaopiekowali się sobą i zadbali o siebie. To takie oczywiste i tak obce nam. Ale czy ja umiem być dobra dla siebie ?

Tak, teraz już potrafię ale dużo pracy mnie to kosztowało. Oczywiście jeszcze nie zawsze przejawiam tą miłość do siebie no ale przecież kocham siebie zawsze nawet jak akurat w tym momencie siebie nie lubię.

Usiadłam do tego wpisu i ogarnęła mnie straszna pustka. Ja nie pamiętam już dobrze jak to było kiedy siebie nie kochałam. To poczucie, które towarzyszy mi na codzień jest już tak dla mnie naturalne.

Nie wiem jeszcze o czym chce pisać ale wierzę, że wyjdzie mi coś bardzo wartościowego. Wiem na ten moment jedno, chce wykrzyczeć światu – KOCHAM SIEBIE ZAWSZE !!!

Oczywiście przychodzą dni, w których trzeba się cofnąć, spojrzeć jeszcze za siebie. Przychodzą dni, w których zachowujemy się beznadziejnie. Przychodzą tez dni, w których myślimy – a na co mi to wszystko było. Ale na to wszystko, teraz już potrafię powiedzieć do siebie, kocham Cie zawsze.

To było trudne. To wymagało wypłakania hektolitrów łez, wyrzucania ton złości, ukochiwania się przez długie godziny, wyrzucania z ciała które wydawało się nie mieć końca. Ale teraz po tym wszystkim mówię, z serca a nie z głowy – Kocham siebie zawsze.

Warto było !

Oddałabym wszystko za spokój, który teraz mam w sobie. I to nie znaczy, że złości nie ma – jest i to jak, tylko teraz potrafię z niej korzystać. Potrafię korzystać z tej energii, która pcha mnie ciągle do przodu.

Oddałabym wszystko za pogodzenie się z życiem, które teraz w sobie mam. Wiem, że życie mnie kocha i dobrze mnie prowadzi a ja staram się robić wszystko aby płynąć z nurtem.

Oddałabym wszystko za wolność, którą teraz mam. Jestem wolna i bezpieczna. Czuje się bezpiecznie w swojej wolności.

Kilka dni temu na sesji wróciłam do mojej największej traumy.

Musiałam „doczyścić resztki” tego co jeszcze zostało.                                  Musiałam wybaczyć sobie, uwolnić złość na siebie, poczucie winy i wiele innych emocji które były skierowane we mnie samą. Nie spodziewałam się, że to jeszcze jest we mnie obecne.

Po wszystkim poczułam jeszcze mocniej – kocham siebie zawsze.

Teraz jestem już gotowa aby podzielić się z Wami moim tematem tabu, który na całe szczęście nie jest już tabu.

I myślę jakby to ładnie napisać. Ale tego nie da się chyba upiększać nie da się napisać tego ładnie. Trzeba napisać i tyle.

Kiedy miałam 15 lat zostałam zgwałcona.

Nie powiedziałam o tym kompletnie nikomu. Zamknęłam to na cztery spusty zakopałam w ziemi i zalałam betonem.

Wracało to do mnie co jakiś czas siejąc spustoszenie w moich emocjach, w moim ciele, w moim życiu. Nie chcąc czuć tego co przychodziło zaczęłam nawet wmawiać sobie, że to wymyśliłam.  Wracało a ja z powrotem szybko to zakopywałam.

Wróciło na dobre kiedy zaczęłam swoją pracę z Wewnętrznym Dzieckiem. Czytałam książkę za książką i w każdej znajdowałam coś w stylu – jeśli jesteś ofiarą gwałtu zacznij pracę z terapeutą. Zaczęłam widzieć gwałty wszędzie, w filmach  w głupich żartach, dosłownie mnie to osaczało. Czułam jak moje ciało zwija się w kokon, w rulon za każdym razem, jak mnie mrozi, jak dusi, jak drąży coraz większą dziurę we mnie. Nie było już ucieczki, wróciło i się rozgościło. Zaczęłam więc szukać w internecie jakiś materiałów na ten temat, szukałam kobiet które sobie z tym poradziły, czegokolwiek co mogłoby dać mi ukojenie, jakoś ulżyć w tym wszystkim.

Nie znalazłam na tamten moment prawie nic, temat tabu, o tym się nie mówi.

Nie widziałam już innego wyjścia, jak tylko znaleźć terapeutę. Znalazłam i dziękuje losowi, że trafiłam akurat na Justynę. Umówiłam się. Poszłam do niej, żeby pracować z tą traumą. Minęły dwie sesję zanim zdołam wydusić choć jedno słowo w tym temacie. Na trzeciej wiedziałam już, że mogę zaufać Justynie, tworzyła tak niesamowitą atmosferę na sesji, że stwierdziłam, jak nie jej to już nikomu. Teraz albo nigdy.

Przełamałam się opowiedziałam co mi się stało, i że jest pierwszą osobą, której o tym mówię. Wróciłyśmy do tej sytuacji. Zrobiłyśmy tyle na ile byłam w stanie na tamten moment. Okazała mi takie ogromne wsparcie i zrozumienie.

Dało mi to ogromną swobodę, ulgę, przestrzeń we mnie.

Zaczęłam własną pracę.

Pisałam do niego brudne listy w których wyzywałam go od najgorszych i życzyłam mu najgorszego. Życzyłam mu śmierci i żeby zapłacił za to co mi zrobił. Wyrzucałam wściekłość z ciała, skakałam, krzyczałam, turlałam się, dusiłam poduszki a raz „zdemolowałam” pół pokoju, rzucając książkami i wszystkim co było pod ręką. Płakałam jak dziecko.

W końcu puściło, nie musiałam już tego zakopywać.

Kolejny etap zakończył się.

Następnie powiedziałam o tym mojemu partnerowi, przyniosło to kolejną ulgę.  Później była przyjaciółka. Ojj jakie to było niesamowicie trudne. Wiedziałam jednak, ze jest mi to niezbędne.

I kolejne procesy i wizualizację. Wykonałam kawał dobrej roboty, żeby móc mówić o tym swobodnie.

Wiem, że to już nie zniknie z mojej przestrzeni, zostanie ze mną do końca, ale to ja decyduje co to mi robi.

Zdecydowałam

Gwałt już mnie nie definiuje, przełożyłam to na moją wewnętrzną moc.

I jak duże było moje zdziwienie kiedy okazało się, że to nie wszystko.

Kasia na sesji zapytała gdzie to czuje – pierwsze co przyszło to jak zawsze miednica – ale nie – serce. Wyraźnie poczułam serce. Tu już nie chodziło tu głownie o sam gwałt ale o to zadziało się po tym wszystkim.

Na samym dnie serca zostało jeszcze to wszystko co czułam do samej siebie.

To co czułam do niego, przerobiłam. To co czułam w trakcie, przerobiłam. To co czułam po, przerobiłam.

Nie przerobiłam jednak tego, co czułam do samej siebie.

Co czułam do niego jest raczej oczywiste, a na pewno bardziej oczywiste niż to, co czułam do siebie.

Pojawiło się wiele :

  • złość na siebie za to, że nic z tym nie zrobiłam
  • złość na siebie za to, że nie umiałam się obronić
  • złość na siebie za to, że nie odczytałam sygnałów o ile dało się je odczytać
  • złość na siebie za to, że nie potrafiłam stanąć za sobą
  • złość na siebie za to, że nie potrafiłam się z tym skonfrontować, że schowałam głowę w piasek
  • złość na siebie za to, że poświeciłam siebie ze strachu
  • strach, że zawiodłam wszystkich w koło
  • strach, że nikt mnie takiej już nie będzie chciał
  • strach, że będę musiała stanąć z nim w oko w oko
  • strach że jeśli to dopuszczę do siebie to nie będę już umiała żyć jak kiedyś
  • strach że jeśli to poczuje to umrę
  • wstyd, że to się w ogóle stało
  • wstyd, bo co ludzie powiedzą, a jak powiedzą, że sama tego chciałam, że się prosiłam
  • wstyd, że nic z tym nie zrobiłam
  • a  co jeśli ktoś powie, że chciałam a później mi się odwidziało
  • a co jeśli ….

Dużo tego było i wszystko skierowane we mnie, wszystko ostre i kłujce. Wszystko głęboko osadzone w sercu. Wszystko tak gotowe już na uwolnienie.

Ważne było w tym wszystkim to, że ja go znałam, że on mi się podobał, byłam zauroczona, że byliśmy jeszcze po wszystkim w tym samym miejscu przez ponad tydzień, a ja musiałam go oglądać codziennie. Jak chodziłam obolała i próbowałam go unikać.

Długo nie mogłam sobie tego wybaczyć. Jak można udawać, że się nic nie stało. Otóż można.

Nie musiał mnie nawet zastraszać, zrobiłam to sama sobie.

Sam gwałt był chyba najbardziej okropną rzeczą jaka przytrafiła mi się w życiu ale sam gwałt nie był tak wstydliwy jak fakt, że nic z tym nie zrobiłam, kompletnie nic. Zakopałam i nosiłam w sobie tyle lat.

Nie jest wygodnie obnażać się w ten sposób przed całym światem. Postanowiłam jednak, już na samym początku drogi, że podzielę się swoją historią.  Wierze i jestem głęboko przekonana, że mogę nią pomóc osobą, które przeżyły traumę seksualną.

I jeśli choć jedna osoba, wyniesie coś dla siebie z mojej historii, to warto było to napisać.

Jeśli choć jedna osoba, która została skrzywdzona na tle seksualnym postanowi przejść przez proces uwolnienia tych emocji, to warto było to napisać.

Pamiętajcie, że naruszanie cielesności bez wszej zgody na tle seksualnym, przekraczanie naszych granic cielesności, również jest przemocą na tle seksualnym. Nie musi dojść do obcowania płciowego, żebyśmy mówili o przemocy seksualnej.

Moja sprawa niestety już się przedawniła, nie mogę z tym nic zrobić.

Ale proszę pamiętajcie, że zasady zgłaszania przemocy seksualnej bardzo się zmieniły. Ofiara nie ma ze sprawcą bezpośredniego kontaktu w postępowaniu ani na sali sądowej. Co więcej ofiara jest przesłuchiwana tylko raz i jest możliwość obecności biegłego psychologa w trakcie przesłuchania.

Pamiętajcie również, że każdy może zgłosić taką przemoc.

Nie bądźmy obojętni wobec żadnej przemocy.

Pamiętajcie też, że warto szukać pomocy. Jest wiele osób, które dadzą nam przestrzeń na przeżywanie tych najtrudniejszych dla nas emocji. Nie ocenią a wesprą. Nie warto być w tym samemu, naprawdę, wiem co mówię.

Pozdrawiam Was gorąco.

PS. Wiem, że dla każdego odbiorcy, może być to trudny temat, już samo czytanie tego może wywołać silne emocję. Nie bierzcie tego proszę na siebie, to moje emocję i ja sobie z nimi radzę. Popatrzcie co to wywołuje w Was i dlaczego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

One Reply to “Kocham siebie zawsze – trauma seksualna”

  1. Dziekuje Ci ze to napisalas.
    Mnie zrobil to brat,ktory juz nie zyje.Tez mialam 15 lat.Udawalam,ze nic sie nie stalo.Przeciez wszyscy go kochaja i szanuja.Dla mamy jest najwazniejszym dzieckiem.Czas plynąl,on umarl,a ja ok 6 mies.temu zaczelam prace z WD.Pisalam listy do niego,wyrzucalam zlosc.Nie wiem czy jeszcze cos we mnie zostalo zeby uwolnic.Nikt o tym nie wie,nikomu nie mowilam bo trzeba szanowac zmarlych.Rodzina itak mnie wyklela,za nic.Gdyby dowiedzieli sie o tym mysle ze ucierpialy by moje dzieci,bo rodzinka by o to zadbala.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *