Walka z Cieniem

Często jest to nazywane paraliżem sennym. Ja doświadczałam tego przez wiele lat, nie będąc do końca świadomą co to jest. Zastanawiałam się czy to dzieje się na prawdę czy tylko w mojej głowie, ale to wszystko było takie realne. Byłam przerażona, bałam się zasypiać, nasiliło się w czasach liceum, był czas, że przychodziło codziennie. Zawsze było podobnie, ja budziłam się w nocy w swoim łóżku, w swoim pokoju, a od okna szła w moim kierunku postać którą zawsze widziałam tylko kontem oka, bardziej ją czułam. Zatrzymywała się tuż obok łóżka albo w rogu pokoju. Ja nie mogłam się ruszyć jakbym była totalnie sparaliżowana, nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku a tak bardzo chciałam krzyczeć. Trwało to dłuższą chwilę. Jeśli dobrze się nie wybudziłam to za chwilę wracało. Nawet jak teraz o tym pisze to czuje lęk.  Bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Myślałam że coś ze mną jest nie tak, czytałam o paraliżu sennym, chcąc uwierzyć, że to nie dzieje się na prawdę. Przeszło samo z czasem, nie było go kilka lat. Przyszedł niedawno w jeszcze gorszej formie, Mój cień. Obudził mnie w nocy przeraźliwy płacz córki z drugiego pokoju, „on” przyszedł do niej a ja nie mogłam jej pomóc nie mogłam się ruszyć. Trwało to zdecydowanie za długo, czułam że dzieje jej się straszna krzywda a ja nie mogłam zareagować, córka krzyczała jakby ja obdzierano ze skóry. Obudziłam się przerażona Nikomu nie życzę takiego doświadczenia. Miarka się przebrała, nie mogłam tak dalej żyć, napisałam posta na grupie warsztatowej na której byłam, z prośbą o wsparcie, byłam naprawdę przestraszona. O ile dotyczyło to mnie to jakoś sobie z tym radziłam, ale kiedy usłyszałam we śnie córkę to mnie przerosło. Dostałam ogromne wsparcie i dużo rzetelnej wiedzy na temat tego co się właściwie stało. Skonfrontowałam się z tą wiedzą, zobaczyłam jak to wyglądało u mnie, Po co to wszystko i dlaczego. Teraz już wiem, że bez wątpienia Cień jest jednym z mniej przyjemnych miejsc w nieświadomej psychice. Cień to miejsce, do którego spycha się te aspekty psychiki, jakie usiłuje się stłumić, zignorować, zaprzeczyć ich istnieniu lub wyeliminować. Nie będę opowiadać Wam teraz o Archetypie Cienia według Junga bo o tym jest dużo informacjo które bez problemu znajdziecie w internecie. Chciałabym powiedzieć wam jak ja swój Cień zintegrowałam. Mając już wszystkie informację na temat Cienia postanowiłam, że jeśli przyjdzie po raz kolejny to się z nim rozprawię na swój sposób. Nie było go, jak na złość przestał się pojawiać. Robiłam jednak jedną wizualizację kilka dni pod rząd, i od momentu w którym Cień się pojawił za każdym razem wpadałam w dziurę, nie mogłam z niej wyjść, a jak mi się udawało wpadałam w nią po raz kolejny. Najważniejsze dla mnie było wyjść z dziury. Nie widziałam co w niej jest skupiałam się na tym, żeby wyjść. W końcu wpadłam na amen. Wpadłam i nie mogłam się już wygrzebać z bagna które było na dnie. Rozpaczliwie chciałam się wydostać, tak jak zawsze rozpaczliwie chciałam się poruszyć podczas spotkania z Cieniem.  Tak jak nie raz w życiu uciekałam, tak jak szukałam szybkiego antidotum żeby nie czuć. Po prostu mieć to już za sobą. Aż w końcu się poddałam i postanowiłam po prostu być. Przestałam walczyć, nie czułam się przegrana, czułam, że płynę z nurtem. Usiadłam po środku bagna i zaczęłam mówić do Wszechświata. Krzyczałam w niebo, że już się nie boję, że wiem, że to przychodzi do mnie teraz bo jestem już gotowa to zwyciężyć, wiedziałam już, że synchronizując w sobie każdą rzecz po kolei przyszła kolej na ciemną stronę. Wiedziałam, że jestem już gotowa zajrzeć w to bagno. W tej chwili zaczęły pojawiać się wokół mnie pająki, a pająków się boję okropnie a nawet bardziej, tysiące pająków, robali i innych okropieństw. I wiecie co …. Ja poczułam do nich miłość. Zaakceptowałam tą sytuację w której się znalazłam. Zrozumiałam, że one nie chcą mi wyrządzić krzywdy. Spojrzałam na nie tak jak zawsze chciałam a nigdy nie umiałam. Poczułam, że to istoty żywe tak jak ja. Zaczęłam mówić do siebie, że kocham, że akceptują tą część siebie, że ona jest moja, i nawet jeśli się boje to nadal kocham. Czułam to, czułam tą miłość całą sobą. Jak powiedział Carl Gustav Jung, w Cieniu tkwi złoto. Kiedy przestałam uciekać, pomyślałam, że w końcu jestem sobą, nie muszę się bać, a w tym momencie pająki zaczęły znikać jeden po drugim. Siedziałam w tym bagnie po szyje, ale już wiedziałam, że to moje bagno, ze czas już się z nim rozprawić. I tak też zrobiłam. Grzebałam w nim i wyciągałam co róż nowe śmieci. Opinie o sobie, przekonania, kłamstwa, szantaże, tak bardzo bolące sytuację z mojego życia. Siedziałam, grzebałam i oglądałam to wszystko powoli przekonując się, że o ile bagno jest moje to co w nim jest już do mnie nie należy. Siedziałam tam i czułam to. Zdecydowałam się oddać wszystko co nie było moje. Popakowałam to w worki i wyrzucałam je z dziury w której tkwiłam. Kiedy zrobiłam już porządek, mogłam już wyjść. Wyszłam i zaczęłam oddawać worki ze „śmieciami” tym do których one tak naprawdę należały. Poczułam ogromną ulgę, poczułam się lekka. Kazałam im wszystkim odejść i zabrać swoje „śmieci”. Teraz mogłam spokojnie spotkać się z moja mała Karolinką. Przybiegła do mnie ucieszona jak nigdy. Opowiedziałam jej z czym się zmierzyłam, wytłumaczyłam co „wyrzuciłam” bo nie było nasze i jaka jest prawda o nas. Kilka dni po tej wizualizacji Cień przyszedł po raz kolejny i jak na razie po raz ostatni. Sytuacja się powtórzyła, usłyszałam jak moja córka płacze ze swojego pokoju. I wiecie co, stał się cud. Nie bałam się, zaczęłam głośno mówić, ” kocham Cie, już nie będę przed Tobą uciekać, akceptuje Cie i przyjmuje do swojego serca. Chce zaglądać w głąb siebie bo wszystko co jest prawdą jest we mnie.” Poczułam ogromną miłość, aż zrobiło mi się ciepło. Po tych słowach nastała cisza. Mój Cień przyszedł do mnie a ja spojrzałam mu głęboko w oczy mając nadzieje, że znajdę tam coś cennego dla siebie. I nie wiem czy oglądaliście bajkę „Vaiana skarb oceanu”, ale jest tam scena kiedy główna bohaterka patrzy uważnie na najstraszniejszego potwora, i okazuje się, że nie jest on wcale potworem. I tak własnie było z moim Cieniem kiedy się z nim skonfrontowałam bez strachu, uciekania i oceniania, okazało się, że nie jest on wcale straszny. Odszedł, i do tej pory nie wrócił. Coś co straszyło mnie od lat okazało się dla mnie skarbem. Teraz wiem, że mogę iść dalej, mogę realnie zmieniać moje życie, nie muszę już obawiać się siebie, nie muszę się już siebie wstydzić. Zmiana. Zmiana może wydawać się przerażającą perspektywą, ponieważ wymaga porzucenia życia, jakie się znało na rzecz nowego. Ale zmiana towarzyszy nam przez całe życie i ja już się jej nie boję. Jeśli moja historia trafi chociaż do jeden osoby, która się z tym zmaga i pomoże jej się z tym zmierzyć to warto było to przeżyć. Warto również dla tego, że moje życie się zmieniło, nabrałam pewności, że idę dobrą drogą, zyskałam siłę której już dawno nie było w moim życiu. Jeszcze mocniej i stabilniej staje za sobą. Mam odwagę zaglądać głębiej. Już nie boję się czuć, nauczyłam się być z najtrudniejszymi dla mnie emocjami. Pozdrawiam Was całego serca <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *