Kocham Cię, a Ty mnie krzywdzisz.

Te słowa przyszły do mnie dzisiaj podczas medytacji z triggerami i dość mocno mną wstrząsnęły. 

Niby wiedziałam ale nigdy nie poczułam tego tak mocno jak dzisiaj. 

Moje podstawowe przekonanie, przekonanie które definiuje wszystkie relację w moim życiu, które pozwala na przekraczanie moich granic, na brak szacunku wobec mnie, na poniżanie mnie itd.

Miłość boli, miłość to ciągła walka, miłość to cierpienia. Na miłość trzeba sobie zasłużyć. 

To wszystko grało we mnie główne skrzypce przez tyle lat. I mimo, że wiedziałam o tym schemacie to nie mogłam go zmieniać ponieważ nigdy tak naprawdę go nie poczułam. I będę głosić jak mantrę, że póki działasz tylko z poziomu wiedzy to za dużo w Twoim życiu się nie zmieni. Do zmiany potrzebne jest doświadczenie. Widza i doświadczenie to dopiero pełna praca. Póki nie doświadczysz, nie zadziałasz, to sama widza Ci nie pomoże i pewnie stąd powiedzenie, ze świadomość to już pół sukcesu. Ja dzisiaj dołączyłam do tego drugie pół i skonfrontowałam się z moimi przekonaniami dotyczącymi miłości. 

(Jest wiele metod pracy ja wybieram prace w Wewnętrznym Dzieckiem ponieważ daje mi najlepsze rezultaty. Dokładam do tego prace z ciałem.)

W medytacji pojawił mi się mój partner, mówiłam mu co czuje, dlaczego to czuje i co za tym idzie. Byłam świadoma tych emocji, ponieważ już to przerabiałam, byłam już tam nie raz i wypłakałam nie jedną łzę, rozwaliłam nie jeden kij w lesie wyrzucając to z siebie. I nagle eureka. Przyszło samo, i wybrzmiało – Kocham Cie, ja Cie tak bardzo kocham a Ty robisz mi krzywdę! Odrzucasz mnie! Zatrzymałam się na chwilę by zobaczyć co się stało. Tak, kocham go nad życie a on mnie odrzuca. Dlaczego mnie odrzuca? Bo ja oczekiwałam tego odrzucenia. To odrzucenie było takie moje, tak dobrze mi znane. Od pierwszych miesięcy życia doświadczałam odrzucenia, na rożnych płaszczyznach.

Kiedy mama przestała mnie karmić piersią, kiedy lekarz kazał odkładać mnie do wypłakania, kiedy urodził się mój brat a ja dopominałam się o uwagę której nie otrzymywałam, kiedy dostawałam miłość warunkową. 

Przykładów można mnożyć przez całe moje życie miliony. Byłam odrzucana w klasie, w pracy, w związkach. Odrzucałam sama siebie.

Nie obwiniam rodziców za to co się stało, przeszłam już ten etap permanentnej złości, przyszło zrozumienie. Nie, nie zapomniała, nie, nie przestało mieć to dla mnie znaczenia. Przestałam mieć na nich baczenie, to nie oni byli ważni w tym wszystkim tylko ja. Oni robili wszystko najlepiej jak umieli na dany moment, nie mogli mi dać czegoś czego sami nie mieli. To ja w tym wszystkim jestem ważna, to moje emocje, uczucia, to co mi się działo. To ja to pamiętam inaczej, to ja to pamiętam jako dziecko kilkudniowe, kilkumiesięczne, kilkuletnie. Tylko ja byłam w tej sytuacji. Inni mogli przechodzić obojętnie obok zdarzenia, które było dla mnie tak traumatyczne. To ja się liczę w tym wszystkim i moje odczucia. 

Przyglądając się mojemu dotychczasowemu życiu odrzucenie to było moje drugie imię. 

Przychodzi mi na myśl teraz historia pewnej mojej znajomości która jak dla mnie pięknie zobrazowała tą moją ranę porzucenia. Ja jednak w tamtym momencie nie byłam w stanie tego dostrzec. 

Poznałam faceta, który bardzo mi się spodobał, z biegiem czasu coraz bardziej, a czym ja go mocniej pragnęłam tym on mocniej pokazywał mi, że nic z tego nie będzie, proponując koleżeńskie układy itd. Kiedy ja zrezygnowałam z zabiegania o niego, sytuacja się odwróciła. Poprosił mnie o rozmowę w której powiedział, że dopiero zrozumiał, że mnie kocha, chce ze mną być i zrobi wszystko żeby mnie do siebie przekonać, ponieważ tak bardzo mu na mnie zależy. Pojechaliśmy razem na majówkę, a on tak bardzo zabiegał o to bym się dobrze czuła, że nie potrafiłam się w tym odnaleźć. „A może jesteś głodna, zrobię Ci coś do jedzenia, a może coś do picia, a może masz ochotę na spacer itd.”  O jeny jakie to było dla mnie obce i jak bardzo nie potrafiłam tego przyjąć. Zaczęłam uciekać, najpierw myślami a później fizycznie. Aż w końcu na wieczornej imprezie zniknęłam, bo tak miałam dość troski, uciekłam bez słowa. Nie umiałam się zbliżyć do kogoś, kto tak bardzo się o mnie troszczył i był dla mnie dobry. To było mi tak obce. Tej nocy nie wrócił do naszego pokoju. Następnego dnia zobaczyłam go z moją koleżanką na śniadaniu objętych. Czułam, że robi mi to na złość, a nawet dowiedziałam się, że to wszystko jest ustawione i to swego rodzaju przedstawienie. Patrzyłam na nie przez kolejne trzy dni i zastanawiałam się co ze mną jest nie tak. Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że jego nowa dziewczyna mnie nienawidzi bo tak bardzo go skrzywdziłam. 

I tak, wiem ,że to była toksyczna relacja, a facet miał duży problem ze sobą. Tak, ciesze się, że nic z tego nie wyszło. Tak, wiem, że gdybym umiała się komunikować i wyrażać potrzeby w prost było by inaczej. Tak, wiem, że nie umiałam szanować swoich granic i jasno ich określać. Wniosków z tej sytuacji można wyciągnąć mnóstwo i już to zrobiłam. Patrząc jednak z perspektywy na to wydarzenie śmiem twierdzić, że idealnie odzwierciedla ono mój schemat. 

Ja zabiegałam o uwagę, on nie reagował, kiedy role się odwróciły a on mnie zauważył to ja się nie potrafiłam odnaleźć. Kiedy nie umiałam się zachować w tej sytuacji on mnie odrzucił w dość brutalny sposób bez słowa wyjaśniania.  Na koniec zrzucił winę na mnie a ja czułam się winna i beznadziejna.

Do tego szablonu można przykładać milion sytuacji z mojego życia. 

Wyszłam z pozycji ofiary wiec czas rozprawić się ze schematami ofiary, które mi jeszcze zostały. 

Teraz już wiem, że miłość nie boli, miłość jest zawsze piękna i czysta, to wszytko to co tworzymy w okół miłości boli. Miłość nie rani, to rani drugi człowiek. Wiem też, że często mylimy miłość z potrzeby miłość. Tak bardzo pragniemy, żeby ktoś nas kochał, że jesteśmy w stanie nazwać miłością wszystko inne. 

Miałam tak ogromna potrzebę miłości i bliskości, że byłam w stanie wpuścić do mojego życia każdego, który dał mi choć odrobinę uwagi i akceptacji. Często myślałam, że nie potrafię kochać, bałam się uczuć, bałam się otworzyć na drugiego człowieka. Gubiłam się już w tym wszystkim. Chciałam i się bałam, co mnie blokowało. Miałam dosyć a i mimo to tak bardzo chciałam. Kochałam i nienawidziłam. Nie chciałam i pragnęłam. Tyle było we mnie sprzeczności. Nie wiedziałam już kim tak naprawdę jestem i czego chce. 

Kiedy ukochałam moją mała Karolinkę, wszystko zaczęło się klarować. Poznałam swoje potrzeby, nauczyłam się stawiać granicę i je szanować. Odnalazłam się w tym wszystkim, a teraz przyszedł czas, żeby zburzyć kolejną ścianę. Czas aby świadome przekonanie wprowadzić w życie i do podświadomości. Aby pokazać i przekonać małą Karolinkę, że miłość wcale nie jest zła, że prawdziwa miłość to tylko i wyłącznie światło. Miłość jest piękna.  

Czuje, że dzięki mojej dzisiejszej pracy jestem w stanie pokochać siebie jeszcze bardziej, a gdy we mnie więcej miłości własnej, więcej miłości mogę przyjmować od świata. Z każdym dniem przekonuje siebie, że można mnie kochać bezwarunkowa, że jestem warta miłości, że zasługuje na nią tylko dla tego, że jestem. 

Coś co jeszcze rok temu było dla mnie nie do pomyślenia dzisiaj się dzieje. Ja kocham świat który mnie otacza a świat oddaje mi to z nawiązką. Uczę się miłości na nowo i to jest cudowne. 

Wiec uczcie się kochać siebie, bo naprawdę warto. I nie polecam Wam afirmacji miłosnych itd… Polecam Wam ciężką prace która przynosi genialne rezultaty niemal natychmiastowo. Spotkajcie się dzisiaj sami ze sobą, spotkajcie się ze swoim Wewnętrznym dzieckiem i powiedzcie mu, że jest wart miłości bezwarunkowej, i jeśli w to jeszcze nie wierzy, powtarzajcie mu to na każdym kroku. Każdy z nas zasługuje na miłość, i ta miłość powinien dostawać w każdej ilości, każdego dnia od samego narodzenia. Jeśli tak się nie działo, teraz Ty sam musisz dać tą miłość sobie i uwierzyć, przekonać się, że to własnie Ty jak nikt inny na tą miłość zasługujesz tylko dlatego że jesteś taki jaki jesteś. 

Kochani dużo miłości Wam życzę <3 

Ja po tym odkryciu oddałam to co nie moje innym. Odesłałam ich z mojego życia. Pożegnałam się z tymi przekonaniami, teraz już jestem pewna że nie były moje, a ja potrafię kochać jak nikt inny. Chcę kochać i być kochaną. Już się nie boje. Po wszystkim pracowałam jeszcze z ciałem metodą Lowena co również wam bardzo polecam. Wyrzuciłam to z ciała, bo w ciele zapisują się nasze emocję i jak już pisałam w poprzednich tekstach, my możemy nie pamiętać ale nasze ciało pamięta wszystko. 

PS. Dużo pracuje samodzielnie, na sesjach indywidualnych dostaje wsparcie które jest tak potrzebne na tej drodze , dopełnieniem tego wszystkiego są warsztaty w których biorę udział. Ta medytacja jest właśnie z cudownych i głębokich warsztatów Eli Jastrzębskiej Terazja.net które z całego serca polecam. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *