Kto szuka przyczyn, szuka usprawiedliwienia

Bert Hellinger

Dzisiaj przyszły do mnie takie słowa. I chciałabym z Wami się podzielić tym, co one mi przyniosły. 

Pierwsze co do mnie przyszło to ogromny bunt i złość. Jak to, przecież ja się nie usprawiedliwiam! Przecież ja na prawdę doznałam krzywd. Jak mogę nie szukać przyczyn mojego obecnego stanu emocjonalnego. To jakby wziąć tabletkę na bolący żołądek nie zastanawiając się dlaczego nas boli. Przecież jak mamy skutki to muszą być przyczyny. I co ? Ja mam to tak wszystko zostawić, odpuścić, wybaczyć ?

O nie !!!

Nie mam zgody na to, żeby wybaczać, to tak jakbym miała oddać kawałek siebie. Jak mogę wybaczyć coś co nadal boli. Jak mogę odpuścić coś co tak bardzo upomina się o uwagę. 

Jasne na wybaczanie przyjdzie czas. 

Ale jeśli nie znajdę przyczyn, to jak mam ukochać siebie, jak mam mieć wpływ na to co teraz się dzieje. 

Nie szukając przyczyny nie doszłabym do tego miejsca w którym jestem. A powiem Wam szczerze, że jestem coraz bliżej miejsca w którym chciałam być przez całe życie a co wydawało mi się nieosiągalne. 

Nie szukając przyczyny nie byłabym teraz szczęśliwą kobietą

Nie szukając przyczyny nadal przebywałabym z moim dzieckiem a nie naprawdę z nim była całą sobą.

Nie szukając przyczyny nadal wisiałabym na moim partnerze wymagając od niego, żeby dał mi to czego sama nie potrafiłam sobie dać.

Nie szukając przyczyny dalej pokładałabym uszy po sobie słuchając kolejnej reprymendy mojej matki.

Nie szukając przyczyny nadal tkwiłabym w swoim bagnie, a byłam w nim bardzo głęboko.

Nie szukając przyczyny nie mogłabym robić tego co kocham, nie mogłabym pisać. 

Mogę tak wymieniać bez końca bo szukanie przyczyny i ukochiwanie siebie kawałek po kawałku przyniosło mi ogromne zmiany w moim życiu. Nie tylko mentalne, ale i duchowe, fizyczne. Zmiany o których nawet nie marzyłam zaczynając tą drogę. Zmiany na każdym polu. 

Fakt jest taki, że oczywiście, nie możemy bez końca szukać przyczyn i na nich tylko się skupiać. To nie chodzi o to, żeby użalać się nad sobą teraz bezustannie. Chodzi o to, żeby znaleźć tą przyczynę. Uznać swoją krzywdę. Przeżyć te emocję. Przytulić swoje Wewnętrzne Dziecko. Dać mu to czego właśnie w tej sytuacji potrzebowało. Dać mu to, na co tak długo czekało. Dać sobie taką szansę. Szanse na powrót do siebie.

Co przyszło do mnie zaraz po tym?

Przypomniało mi się jak wszyscy zawsze powtarzali. Nie patrz do tyłu, ważne jest to co będzie. Nie można żyć przeszłością. To co było to już było. Przeszłości nie zmienisz. I jedyne co przychodzi mi na usta to – gówno prawda !!!

Jakieś dwa lata temu zgłosiłam się na terapie dla DDA. Byłam już w takim miejscu, że nie widziałam dalszej drogi. Wiedziałam, że muszę sobie pomóc. W trakcie terapii przyszło do mnie, że jeśli nie pamiętam swojego dzieciństwa to coś musiało być nie tak. Musiało być aż takie bolesne, że wykasowałam ze świadomości wszystko co było wcześniej. A nie pamiętałam prawie nic, aż do końca podstawówki. Ta myśl była dla mnie jak światło w tunelu. Ucieszyłam się jak małe dziecko. Pomyślałam, znajdę przyczynę i wszystko się odmieni.

Podczas sesji indywidualnej z terapeutką, opowiedziałam o moim odkryciu. Zapytałam pełna nadziei, jak to odzyskać, jak dowiedzieć się co tam się działo. A ona ku mojemu zdziwieniu mnie zbyła. Powiedziała że było co było, że nie ma sensu tego szukać, że nie mogę patrzeć w tył, że to mi nic nie da, nic nie zmieni. No i zostałam w tym bagnie dalej. Dalsza terapia indywidualna szła bardzo po wierzchu. Omawiałyśmy zdarzenia dnia codziennego ale to nic nie zmieniało. 

Szukałam wytrwale dalej, bo mimo wszystko, zależało mi na sobie. Chciałam być dobrą kochającą matką dla mojej córki. Chciałam być partnerką dla mojego faceta. Nie chciałam powielać schematów moich rodziców. 

I w końcu przyszło. Przyszła wiedza o Wewnętrznym Dziecku, o flashbackach, listach i całej reszcie. 

Co by się stało gdybym nie znalazła tego wszystkiego. Gdybym dała sobie spokój jak radzono. Gdybym odpuściła sobie, siebie. 

Pewnie byłabym dalej jedną z bardziej nieszczęśliwych osób jakie w życiu znam o tak bardzo smutnych oczach, z ogromnym kawałkiem lodu w sercu, z wysokim murem wokół siebie. 

Dlatego nie odpuszczajcie sobie! Weźcie odpowiedzialność za swoje emocję. Zaglądajcie do siebie, głęboko, do swojego serca. Kochajcie siebie, a jeśli jeszcze nie potraficie to, idźcie tą drogą, bo miłość własna to jedna z najwspanialszych rzeczy które możemy sobie dać sami. Idźcie za tym co czujecie, w sobie, za tym co z Wami rezonuje. Nie dajcie się zamknąć w jedną teorię, nie  ma jednej słusznej drogi. Każdy z Was ma inną, swoją drogę i tylko Wy wiecie co jest dla Was najlepsze. Każdy musi znaleźć swój sposób na powrót do siebie. Swój sposób na uleczenie swoich ran i ukochanie siebie.

I tego właśnie Wam życzę kochani ! Bądźcie blisko siebie <3 Słuchajcie siebie. Nie wszystko jest dla nas dobre. Wybierajcie mądrze to co wpuszczacie do swojego życia. <3 Kochajcie siebie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *